Home / Ciekawostki / Ludzie z pasją – Państwo Mitusiowie

Ludzie z pasją – Państwo Mitusiowie

Pasjonaci. Są naszymi sąsiadami. Spotykamy ich codziennie w sklepie, na ulicy. Przez płot widzimy ich na działce. Ale mało kto wie, czym z największą przyjemnością wypełniają swój wolny czas.
A Państwo Mitusiowie hobby mają nietuzinkowe. Są bowiem miłośnikami zegarów. W całym domu słychać tykanie, dzwonienie, kukanie. Usłyszałam nawet odgłos ruszającego motocykla… Bo – jak mówi Pan Janusz – zegary odmierzając czas żyją. A jeśli żyją, to i mówią. No i to właśnie jest ich mowa.
Pan Janusz, z zawodu elektryk, do Nowej Rudy przyjechał w 1945 roku jako dziesięciolatek. Już wtedy interesowały go starocie, a przede wszystkim zegary. W tamtych czasach do takiego zbieractwa warunki były wyśmienite – w opuszczonych przez wysiedleńców domach pełno było różnych rzeczy.
– Ale mnie interesowały tylko zegary, więc je zabierałem z pustych strychów, domów, innych zakamarków – mówi.
W rodzinnym domu niestety nie było warunków na utrzymywanie i powiększanie kolekcji – ojciec nie pozwalał i pooddawał po rodzinie i znajomych – dodaje.
Z tamtej pierwszej kolekcji pozostały do dzisiaj tylko dwa zegary. Ścienne, ładnie bijące, wiszą na honorowym miejscu na ścianie.
W młodzieńczych latach pasja minęła ( a może raczej została uśpiona) – były inne zainteresowania. Potem znowu praca, rodzina, budowa domu. Nie było czasu na zbieranie tykających cudeniek.
– Po przejściu na emeryturę, owdowiałem i ożeniłem się ponownie i pasja wróciła – opowiada. Tą swoją pasją zaraził też żonę, Lodzię i razem zbierają zegary już 19 lat. Zegary trafiają do nich różne. Najczęściej brudne i zepsute, czasem tylko same części. Zostają troskliwie wyczyszczone, naprawione. Części też znajduję swoje zastosowanie przy naprawie innych.
– Taki stojący, duży to zmontowałem sam. Góra jest z wiszącego, a skrzynię sam zrobiłem, bo trudnię się też stolarką. Nawet ciężarki dorobiłem – opowiada o jednym z zegarów, tym najbardziej ulubionym, a żona z dumą prezentuje stojący przy drzwiach zegar. Dzisiaj kolekcja liczy 235 egzemplarzy. Kuchenne, w formach typowo dziecinnych , okolicznościowe, pokojowe w drewnianych, ceramicznych czy porcelanowych obudowach, wiszące na ścianach – prawdziwe dzieła sztuki. Nie wszystkie „są na widoku” – bo się po prostu nie mieszczą. Czy to bardzo zabytkowa kolekcja? – Państwo Mitusiowie nie starają się tego nawet określić (mają w swoich zbiorach np. zegary Gustava Bekera). Dla nich to po prostu ich kolekcja, pamiątki po rodzinie, wspomnienie różnych wydarzeń.
– Ale jak mi się trafi taki zegar jakiego nie mam i jeszcze mogę sobie pozwolić na cenę, to kupuję, bo bardzo to lubię – z uśmiechem dodaje Pan Janusz. I mimo braku miejsca, swoją kolekcję uzupełniają cały czas, myszkując po giełdach staroci, rozpytując znajomych i… przywożąc jako pamiątki z podróży.
– Dobrze by było mieć taki osobny pokoik i tam wszystkie zegary poustawiać. Byłaby taka mała galeria. Byłoby co pokazać. – To takie moje małe marzenie – dodaje.
A Pani Lodzia jest z zawodu krawcową, do dzisiaj z zamiłowaniem wykonującą swój zawód.
– Bez zegarów byłoby w domu pusto i cicho. Za cicho. – mówi.
Swoją kolekcję ma mniej liczną, bo na razie tylko 30 kieszonkowych, nakręcanych z sercem zegarków i jest bardzo zadowolona, że może się nią pochwalić. Ma też kilka takich zegareczków na baterię, ale mówi o nich, że to atrapy a nie prawdziwe zegarki. Prawdziwe – to nakręcane. Ale zegarki to nie wszystko. Pani Lodzia ma jeszcze inne zainteresowania. Pięknie śpiewa i jest członkinią chóru Noworudzkiego UTW (dla chóru wymyśliła też i uszyła stroje). Z kijami chodzi jak nie przymierzając nastolatka – brała nawet udział w zawodach „Sowiogórski Nordic Walking”, a hip-hop tańczony w tanecznej grupie seniorów NUTW to nic trudnego i sama przyjemność. Poza tym kocha książki i je kolekcjonuje – mąż musiał dorobić kilka regałów, żeby się pomieściły. Uwielbia też fotografowanie. Prezentowane poniżej zdjęcia zegarów są właśnie jej autorstwa.
Oboje są aktywnymi słuchaczami Noworudzkiego UTW, zawsze uśmiechnięci i życzliwi ludziom i ukochanym zegarom.
– A może ktoś ma do wyrzucenia zegar jakiś stary , to chętnie wezmę. – kończy naszą rozmowę Pan Janusz.
A my życzymy wielu pięknych zegarów w kolekcji i spełnienia marzeń o własnej galerii.
Anna Szczepan