Home / Ciekawostki / Jak w Srebrnej Górze wybuchł wulkan…

Jak w Srebrnej Górze wybuchł wulkan…

Poniższy tekst znalazłem na blogu prowadek.wordpress.com, który prowadzi Marcin Winkiel – przewodnik sudecki.

Wiosna/lato 2002. Zbliżałem się wtedy do końca szkoły podstawowej. Nie pamiętam dokładnie, kiedy i skąd dowiedziałem się, że będą u nas filmowcy. Na początku huczało od plotek, że będą tutaj kręcić film z zagranicznymi aktorami. Inni natomiast twierdzili, że to będzie polski serial, albo film z wielkimi nazwiskami (pamiętajmy, że wtedy czołowe nazwiska polskiego kina popularnego to były Cezary Pazura, Bogusław Linda a najgłośniejszymi produkcjami były ekranizacje lektur szkolnych). Nie pamiętam też, kiedy dowiedziałem się, że to będzie reklama. Właściwie nie jestem pewien czy wiedziałem o tym po zakończeniu zdjęć czy jeszcze w trakcie. Wiadomo było, że potrzebni będą statyści. W GOKu odbyło się zebranie z kierownictwem całego przedsięwzięcia. Sporo miejscowych zostało tymczasowymi gwiazdami ekranu. Sama gmina też miała coś z tego mieć.
(…)
Wracając jednak do samego filmu. Niewiele osób dokładnie wiedziało o co dokładnie chodzi, a już na pewno nie dzieciaki. Zaczęto od zbudowania dekoracji. Mówiąc szczerze, niektóre z atrap budynków, udające plomby w zabudowie wyglądały całkiem stylowo (oczywiście poza faktem, że były zbudowane od razu jako ruina). Miasteczko nie przypominało niszczonego wulkanem, ale raczej jak miasto oblężone i ostrzeliwane. Taka plomba stanęła na ulicy letniej, w miejscu, gdzie obecnie stoi hotel Sokółka.
Wówczas stała tam nigdy niedokończona budowa z pustaków, która w czasach kiedy dzieciaki nie chodziły po szkole na włoski czy na basen, była najzwyczajniejszym dzikim placem zabaw. Dostawiono też zupełnie nową budowlę: na skwerku, zbudowano “bar” W bezpośredniej bliskości tego miejsca rozgrywała się praktycznie cała akcja. Podobne plomby i dobudówki postawiono też po drugiej stronie ulicy – na Zimowej. Na jezdni ułożono całe masy osmolonego styropianu, który udawał lawę. Ustawiono kilka wraków samochodów, który spływały razem z nią. Nieco wyżej, na placyku przy domu, w którym kiedyś przebywał Fryderyk II Wielki kręcono sceny popłochu. Z wysięgnika sypano korę, która imitowała latające z gorąca elementy zabudowy. Trwało to kilka tygodni. W czasie zdjęć nieprzejezdna była ulica Letnia, od ‘szachownicy’ wzwyż. Mieszkańców na Górne Miasto woził busik firmy “Tygrys”. Samochody osobowe i wspomniane busiki musiały jechać szutrowym objazdem – ulicą ogrodową. Parę lat później – w 2010, kiedy zacznie się remont centrum, ogrodowa będzie jedynym sposobem dojechania do Twierdzy od strony Śląska. Zdjęcia skończyły się mniej więcej razem z rokiem szkolnym. To, co zbudowano, rozbierano już w trakcie wakacji.
Kończyły się wówczas mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pozostałości ruchome nie pozostały zmarnowane. Lwia część scenografii została spalona w srebrnogórskich piecach kilka miesięcy później. “Gadżety” rozeszły się zgodnie z zasadą ‘kto znajdzie ten zabiera’. W moim pokoju znalazły się np. trzy literki układające się w napis BAR. Nie pamiętam co się z nimi później stało. Kolega zabrał z kolei stary telefon, taki z obrotowym cyferblatem. Co ciekawe efekt tego wszystkiego zobaczyłem dużo później. Chyba dopiero w liceum, a więc dopiero po 3 latach, jesienią 2005 roku.

W Polsce ta reklama Guinessa nie była niestety nigdy emitowana.

Źródło: http://prowadek.wordpress.com