Home / Turystyka i sport / Broumovsko jakiego nie znamy

Broumovsko jakiego nie znamy

Często jesteśmy w Broumovie, ale pewnie nigdy nie przyszło nam do głowy, jak ciekawe turystycznie jest to miasto i jego okolica – czyli Broumovsko. Tuż za Tłumaczowem najlepiej znamy przygraniczne otovickie sklepiki, a tymczasem zaraz za nimi, dobrze widoczny z drogi mamy zabytkowy, XIX wieczny budynek młyna z pięknie zdobionym szczytem (odnowiony); nieco dalej zabytkowy „dinzenhoferowski” kościółek Św. Barbary, zbudowany na planie elipsy (takich „eliptycznych” kościółków jest na Broumovsku – jak podają niektóre źródła – dziewięć) oraz tzw. grupa figuralna z pomnikiem czternastu orędowników; a całe prawie Otovice (a i Martinkovice także) są przykładem zabudowań gospodarskich typu broumowskiego (zdobione fasady budynków mieszkalnych i gospodarczych, zdobione rzeźbami bramy wejściowe, na szczytach domów tablice pamiątkowe dotyczące założenia gospodarstwa lub reliefy ulubionych świętych; charakterystyczne przy wejściach są nisze z wyciosanymi z piaskowców ławeczkami; ciekawostką są psie budy z dekoracjami).
A sam Broumov ma historię bardzo starą. To właśnie tutaj jest najstarszy w Czechach (a podobno i w europie) drewniany kościółek Panny Marii. Układ urbanistyczny miasteczka zachował średniowieczny charakter. Średniowieczne są też fundamenty – przynajmniej niektórych – domów ( zwłaszcza w rynku), natomiast „część nadziemna” budynków wielokrotnie przebudowywana, obecny wygląd zawdzięcza stylowi empir i tzw. stylom historyzującym XIX wieku (cokolwiek to oznacza).
Wbudowany w ścianę rynku niewielki ratusz posiada ciekawostkę – przez dużą szklana taflę widać wahadło zegara. Zabytkiem kultury narodowej Czech jest duży (powstały w XIV wieku) klasztor benedyktynów. Przepiękny klasztorny kościół, biblioteka z globusem, na którym nie ma jeszcze zaznaczonej Australii i wreszcie jedna z oryginalnych (jak mówią) kopia całunu turyńskiego przyciągają rzesze turystów.
Słup maryjny na rynku z kręconą kolumną i obustronnie umieszczoną rzeźbą Madonny z Dzieciątkiem pochodzi z 1706 roku, a wybudować go kazał opat klasztoru Otmar Zinke – ten sam, który dwadzieścia kilka lat później za spełnienie swojego marzenia ( został opatem broumowskiego klasztoru) wybudował na Broumovskich Stenach kaplicę Matki Boskiej Śnieżnej w kształcie pięciokątnej wieży, zwieńczonej złotą gwiazdą (wcześnie na tym miejscu stał krzyż z gwiazdą pochodzącą z tzw. czerwonej wieży klasztoru).
Stojącą kilkadziesiąt metrów dalej gospodę w stylu szwajcarskim – Chatę Hvezda wybudowano około 120 lat później, a oryginalna budowla i oryginalne wnętrze cieszy i zaprasza turystów do dzisiaj. Kolejnym ciekawym obiektem jest olivetiński browar – muzeum. W budynkach pochodzących z I połowy XVIII wieku nadal produkuje się wyśmienite, tzw. żywe piwo, które oczywiście można zdegustować i zakupić „na zapas” do domu.
Browar w Olivetinie wybudowali benedyktyni, którzy byli bardzo dobrymi pracodawcami. Pracownikom browaru przysługiwał tzw. deputat piwny (3 litry piwa na dzień) oraz węgiel na zimę, karp na święta i 3 litry mocniejszego alkoholu również na święta, albowiem na terenie browaru funkcjonowała też fabryka likierów. Dopełnieniem broumowskich ciekawostek jest kościółek w pobliskich Martinkowicach, jako jedyny na Broumovsku, nie będący dziełem Dinzenhoferów (wykonany wg projektu M.Allii).
Z tymi wszystkimi atrakcjami Broumovska miała okazję zapoznać się 13 kwietnia grupa wycieczkowa słuchaczy Noworudzkiego i Świdnickiego UTW oraz członków Noworudzkiego Koła PTTK. Drewniany kościółek i klasztor zwiedziliśmy z przesympatycznym bratem Gedeonem ( w „służbowym” stroju), w Chacie Hvezda, na początek poczęstowani kieliszkiem czegoś mocniejszego na rozgrzewkę, bo zmarznięci po zwiedzeniu klasztoru byliśmy niemiłosiernie, zjedliśmy przepysznej urody obiad (żurek – powiedziałabym czeski, oczywiście knedlik z gulaszem z jelenia, piwo lub co kto chciał do picia), przy nastrojowych świecach na stolikach i wesoło płonącym kominku.
Zwiedzony też został browar i chyba każdy z uczestników zabrał ze sobą zakupioną buteleczkę (albo i więcej) piwa do domowej degustacji. Każdy z uczestników zabrał też do domu firmowy kufelek jako pamiątkę z wycieczki.
Nie udało nam się niestety zwiedzić wnętrza kościoła w Martinkowicach – tu musieliśmy się zadowolić tylko podziwianiem bryły budowli. Wycieczkę zakończyły zakupy czeskich specjałów w przygranicznych sklepikach i mimo nieciekawej pogody, zadowoleni wycieczkowicze wrócili do domu.
Noworudzki UTW
Anna Szczepan