Home / Ciekawostki / A ja sobie chodzu po Nowej Rudzie…(III)

A ja sobie chodzu po Nowej Rudzie…(III)

„Idu sobie ku miastu na zwiadu, idu i patrzu…
idu sobie i idu i idu i patrzu i widzu…”

Malownicze ulice. Okolone dziką zielenią wiadukty. Romantyczne zaułki i uliczki. Teraz, przy pięknej pogodzie szczególnie zachęcające do jesiennych spacerów. Patrzę na ulicę Kopernika. Z drzew wyłania się wieżyczka ładnej, przedwojennej wilii, a w tle widać rosnącą sobie limbę – ewenement na naszej wysokości. I zaraz prawie na przeciw uliczka Królowej Jadwigi. To jedno z piękniejszych miejsc w mieście. Gdyby tak jeszcze można było bez obawy skręcenia sobie nogi po niej przejść, a z muru zwieszały się kwiaty, albo pięknie przebarwiające się w jesieni pnącza… Marzy mi się? Może. Ale widziałam „takie coś” np. w Gogolinie czy w Cieszynie (uliczka nazwana Cieszyńską Wenecją). Dlaczego nie miałoby być tak u nas? Położona na wzgórzach, Nowa Ruda ma niewiele całkiem poziomych ulic. Zwykle idzie się tu albo z górki, albo pod górkę. Stąd też rzadko gdzie indziej spotykane budynki z wejściami na każde piętro osobno i wiele „schodowych” przejść. Mamy nawet schody do nikąd… Coraz więcej odnowionych starych, zabytkowych budynków pozwala na zachwycanie się ich detalami architektonicznymi, a stare herby (nawet te jeszcze nie odnowione) przyciągają uwagę. Popatrzmy więc my, mieszkańcy na nasze miasto łaskawym okiem, nie narzekajmy stale, że tu nie ma gdzie wyjść i wybierzmy się na jesienny spacer po mieście, albo nad Włodzicę.
Anna Szczepan