Home / Ciekawostki / A ja sobie chodzu po Nowej Rudzie…(II)

A ja sobie chodzu po Nowej Rudzie…(II)

„Idu sobie ku miastu na zwiadu, idu i patrzu…
idu sobie i idu i idu i patrzu i widzu…”

Nasze rzeki, a właściwie rzeczki i potoki. Włodzica, Woliborka, Dzik czy Jugowski Potok. Nie tak dawno wiele środków wyłożono na oczyszczenie koryt, umocnienie brzegów. Żeby nie było powodziowych tragedii. No i? Koryta rzek pozarastały tak, że woda – w niewielkiej tego lata ilości miejscami ledwie płynie. A oprócz różnych wybujałych roślin inne ciekawe rzeczy też można zobaczyć na dnie. A to komuś było chyba bardzo gorąco, bo zdjął marynarkę i wrzucił do rzeki, a to ktoś remontował samochód i niepotrzebne już części też wyrzucił do wody – zardzewieją i się rozpadną i nie będzie kłopotu, poobcinane gałęzie z drzew i krzewów też niech sobie poleżą w wodzie; o plastikowych „detalach” – zwłaszcza wszelkiego autoramentu butelkach – to już nawet nie ma co mówić. A tu jesienne deszcze za pasem. Dużo nie trzeba i prześwity pod mostami zapełnią się tym co woda będzie niosła (a w tym to już sporo naszego udziału, niestety), a woda wystąpi z brzegów, pójdzie ponad mostami zalewając ulice i domy. I znowu rozpacz, i powodzianie, i cały łańcuszek ludzkich tragedii i kolejnych wydatków, których przy odrobinie wyobraźni i „chciejstwa” zapewne dałoby się uniknąć. To, że koryta rzek zarastają sobie spokojnie bujną roślinnością, to kamyczek do ogródka odpowiedzialnych za to służb. Ale za to, co się wrzuca do wody – to już niestety odpowiadamy my sami. Czy naprawdę musi być tak jak w kabaretowych skeczach o segregowaniu śmieci?
Te do lasu, a te do rzeki…
Anna Szczepan